W ciągu ostatniego miesiąca strasznie się postarzałam… skończyłam 30 lat! 😀 Z tym zestarzeniem oczywiście żartuję bo nadal czuję się młoda i pełna życia. Do tego szczęśliwa 🙂



Podsumowałam sobie co udało mi się zrobić do 30-stki….


1. Skończyć studia i zdobyć tytuł mgr. 

Serio myślałam, że sama dobrowolnie nigdy nie pójdę na studia. Na szczęście przyszedł czas, że powiedziałam sobie „teraz albo nigdy”. Mam to już za sobą i oby nigdy więcej nie przyszedł mi do głowy pomysł na studiowanie 😀


2. Zobaczyć maleńki skrawek swiata.

Do 30-stki udało mi się odwiedzić Szkocję, Egipt (polka musi), Zakynthos, Rhodos, Kretę, Minorkę, i Anglię. Jest tyle pięknych miejsc na świecie ale cieszę się, że udało mi się zobaczyć choć troszeczkę 🙂


3. Znaleźć swoja pasję. 

Jeszcze w liceum gdy ktoś mnie zapytał”czym się interesujesz?” nie bardzo wiedziałam co odpowiedzieć.

Trudno jednoznacznie powiedzieć mi kiedy zrozumiałam, ze majsterkowanie i dekorowanie wnętrz stało się moim ulubionym zajęciem.

Pamiętam, że gdy byłam młodsza, nawet już w podstawówce, uwielbiałam przesuwać meble w swoim pokoju.

Rozdzielałam różne elementy meblościanki i ustawiałam w różnych kombinacjach 🙂 

Zastanawiacie się jak mogłam sama przesuwać meble? Miałam na to sposób. Wsuwałam koc pod szafkę i wtedy mogłam przestawiać szafę z jednego kąta w drugi.

Moja mama do dziś śmieje się, ze nigdy nie było wiadomo jak mój pokój będzię=e wyglądał po powrocie z pracy 😀


4. Poznać mężczyznę mojego życia.

Michał mieszkał 450 metrów ode mnie i znaliśmy się z widzenia od bardzoooooooo dawna.

Każde z nas było jednak w związku przez dłuższy czas i mijaliśmy się w naszej małej miejscowości wymieniając tylko uśmiechy.

Jak to się stało, że w końcu spotkaliśmy się na dłużej niż spojrzenie?

Szlifierka! Tak to potrzeba pożyczenia szlifierki sprawiła, że Michał się do mnie odezwał 😀 Szybko zrozmumieliśmy, ze mamy takie same plany na przyszłość, cenimy te same wartości i mamy podobne zainteresowania choć nie wszystkie 🙂 Po 6 miesiącach Michał poprosił mnie o rękę a po niecałych 2 latach od pierwszej randki wzięliśmy ślub 🙂

Zaraziłam Michała majsterkowaniem (wcześniej też już coś tam majstrował) i teraz to on wycina w drewnie, pomaga mi realizować nowe projekty a czasem zrobi coś tak genialnego jak np. leżak dla mnie 😀 O tutaj możecie go zobaczyć.

Poza tym ma ogromną CIERPLIWOŚĆ. Żeby żyć ze mną trzeba jej mieć mnóstwo 😉



5. Wyjść za mąż 😀 

Hahhahah zawsze marzyłam by mieć męża. Wolne związki mnie nie interesowały.  Jeśli komuś tak wygodnie to absolutnie nie mam nic przeciwko. Dla mnie mąż i to co potem…. RODZINA było od zawsze wielkim marzeniem!


6. Znaleźć swoje miejsce. 

Czasem szukamy gdzieś daleko a to czego najbardziej pragniemy jest tuż obok.

Moje miejsce jest tu gdzie mieszkamy z mężem. Mój dom rodzinny to miejsce, w którym czuję się SZCZĘŚLIWA a za kilka miesięcy w domu pojawi się jeszcze ktoś wyjątkowy 🙂 Czego chcieć więcej?


_____________________________________________________

KSIĄŻKA KWIETNIA


Po przeczytaniu książki „Dlaczego mężczyźni poślubiają zołzy” zrozumiałam, że bycie zołzą jest czymś pozytywnym 🙂 

Napisany z humorem poradnik jak sprawić by mężczyzna oszalał na naszym punkcie i rzucił się na kolana wręczając nam pierścionek z brylantem to propozycja przede wszystkim dla singielek 😀 Jako już żona możesz przeczytać czy postępujesz „dobrze”, tak by mąż wciąż był Tobą zainteresowany i nie myślał o skoku w bok 😉 A tak zupełnie serio to kolejna pozycja, która mówi przede wszystkim o tym by być pewną siebie, silną kobietą.

Książka dostępna do kupienia np. TU i TU

_____________________________________________________

NOWOŚCI 


W kwietniu w końcu zebrałam się do uszycia pościeli do łóżeczka Leona. Przy okazji uszyłam też nową poszewkę na poduszkę dla kobiet w ciąży. Tkaninę upolowałam w bardzo dobrej cenie na otula.pl (11 zł/m). Cały czas utwierdzam się w przekonaniu, że szycie to nie moja bajka. Drugą tkaninę zostawiam siostrze. Ona uszyje ładniej niż ja 😀


Komoda z rzeczami dla dziecka zapełnia się niewiarygodnie szybko i chyba muszę ją powoli ogarnąć. Ostatnio szaleję z czarnymi ciuszkami dla Leona. Ciocie też co chwilę przynoszą prezenty. Leon będzie wyglądał bosko! 🙂 

Długo zastanawiałam się nad zakupem kosza Mojżesza. Jedni zachęcają, inni odradzają mówiąc, że zupełnie go nie wykorzystali. Ja swój kosz dostałam w prezencie więc nic nie straciłam. Zobaczymy czy sprawdzi się przy naszym maluchu.

_____________________________________________________


Żegnam kwiecień a witam nowy miesiąc, z nowymi pomysłami i projektami. Do zobaczenia w maju 🙂

Anna



PS. Ostatnie zdjęcie pochodzi z sesji u Asi, w maju pokażę Wam więcej 🙂